poniedziałek, 3 sierpnia 2020
Imieniny: Augustyna, Kamelii i Lidii

RSS RSS

High contrast
A- A+

Wersja tekstowa

KameryFacebook

Menu ▼

Formularz wyszukiwania

Irena Mikołajczyk – „Najpierw wywieziono nas na daleką północ, w mroźną tajgę, a potem na Sybir…”

Jeszcze tego samego roku, a był 1942 r., Rosjanie zmuszali Polaków do zmiany obywatelstwa na rosyjskie. Rosjanie byli bardzo natarczywi, Polacy – uparci i nie wyrażali na to zgody. Wtedy powyrzucali Polaków z kwater na podwórko i tydzień rodzina Michalskich, podobnie jak inne rodziny, koczowała ,pod gołym niebem w gliniance, a był to zimny kwiecień. Matki rodzin wzywane były co kilka godzinna na komisariat milicji, i wciąż to samo pytanie, „podpiszecie?!”, odpowiedź była jedna – „nie!”. Aż któregoś dnia wszystkie matki zostały uwięzione w „chałodnicy” (ciemna, zimna piwnica) na całą noc, a dzieci zostały same, w gliniankach. Wtedy matki się załamały i wyraziły zgodę na przyjęcie tymczasowego obywatelstwa rosyjskiego. Od razu przywrócono je do pracy, prawa do żywności i wpuszczono ich wszystkich do kwater.

Czas szybko upływał na tych samych, codziennych czynnościach. Zimy były mroźne, lata – upalne.

Kiedy dowiedzieli się, że zakończyła się II wojna światowa, przyszła nadzieja, że wreszcie wrócą do wytęsknionej Polski. Dotarły do nich wiadomości, że zawiązał się Związek Patriotów Polskich, który miał się zajmować transportami do kraju. Siostra pani Ireny, Maria, zapisała się do tego związku.

Był maj 1946 roku, mogli się spakować i przygotować do drogi. Pojechali tak zwanymi Gruzowikami (auta ciężarowe ze skrzynią ładunkową) do odległej o 100 km stacji kolejowej w Żangistobe. W oczekiwaniu na dalszy transport, który przybył z dalekiego Archangielska, gnieździli się w ziemiankach. Po dwóch tygodniach ruszyli w byle jakich wagonach, także bydlęcych, na zachód; wiedzieli, że do Polski. To ich radowało. Granicę przekroczyli na Bugu, w Brześciu. „Nareszcie Polska.” – odetchnęli wszyscy z ulgą i radością.

Irena MikołajczykWtedy przyszła też nadzieja, że odnajdą pana Wawrzyńca – głowę rodziny, po którym od kilka lat słuch zaginął. Ale to była tylko i aż nadzieja.

Po drodze transport się przegrupowywał, oni trafili do transportu udającego się na Ziemie Odzyskane, do województwa szczecińskiego. W czerwcu 1946 r. przybyli do małego Golczewa, które wówczas nazywało się Goliszewo. Z dawnej przedwojennej osady wojskowej, w której mieszkała rodzina pani Ireny, trafiły tu jeszcze cztery rodziny.

Stąd udali się do pegeeru (PGR) Giżkowo pod Kamieniem Pomorskim, gdzie otrzymali też mieszkanie. We wrześniu 1946 roku, pani Irena jako jedenastolatka poszła do szkoły (klasy łączone) w Górkach Pomorskich. A ponieważ w domu się wcześniej dużo sama uczyła, więc szybko przyswajała sobie kolejne materiały, dlatego w ciągu jednego roku szkolnego „zrobiła” aż trzy klasy. Potem były kolejne klasy. Tak skończyła siódmą klasę, następnie szkołę zawodową, po czym podjęła praktykę w kamieńskim gminnym biurze ewidencji ludności. Następnie była nauka w Technikum Ekonomicznym w Szczecinie i pierwsza poważna praca, którą podjęła w Państwowym Ośrodku Maszynowym (POM) w Kamieniu Pomorskim, gdzie przepracowała sześć lat. W 1952 roku przeprowadziła się do Kamienia Pomorskiego. Potem, w 1956 r. wyszła za mąż, przyszły na świat dzieci. Podjęła pracę w miejscowym PSS Społem, następnie w Zakładzie Melioracyjnym (siedem lat). Kolejnym etapem był Zespół Opieki Zdrowotnej(1974 – 1982) i zasłużona, wcześniejsza emerytura.

W latach 1974 – 1995 współpracowała z Międzynarodowym Festiwalem Muzyki Organowej i Kameralnej, za co otrzymała pamiątkowy Medal XXV- lecia festiwalu.

„Od listopada1989 roku byłam współorganizatorką Związku Sybiraków w Kamieniu Pomorskim. Wielu ludziom pomagałam odszukać – wydobyć dokumenty potwierdzajże pobyt na zesłaniu. Kompletowałam dokumenty, wypełniałam ludziom wnioski, pilnowałam, dopóki nie zostały pozytywnie rozpatrzone już przez Zarząd Centralny, to znaczy, do otrzymania legitymacji „Sybiraka”, a następnie „Kombatanta”. A wniosków takich było ponad 300. – opowiada pani Irena. Kilku osobom, które nie potrafiły sobie poradzić, a były ciężko chore, zebrałam dokumenty i załatwiłam renty chorobowe. Robiłam to wszystko bezinteresownie, bez „dowodów wdzięczności”. Kiedy wszystkie sprawy związkowe zostały definitywnie załatwione, wszyscy członkowie otrzymali potwierdzenie przynależności do związku, a stan mojego zdrowia znacznie się pogorszył, przekazałam zarząd młodszym.” – dodaje.

Dziś pani Irena mieszka w Kamieniu Pomorskim, podreperowując swoje nadwątlone zdrowie, ciesząc się każdym kolejnym przeżytym dniem.

autor treści: Mirosław Iwaszczyszyn

Osoba odpowiedzialna za treść:  Aleksandra Sławińska
Osoba publikująca:  Urząd Miejski
Data publikacji:  07.03.2014 09:07:54
Data modyfikacji:  29.02.2016 13:35:58
Ilość wyświetleń:  2391
DataOsoba dokonująca zmianOpis zmiany
29.02.2016 13:35:58Balbina Kaczanowskaedycja strony
07.03.2014 09:15:31Monika Kosińskaedycja strony
07.03.2014 09:07:54Monika Kosińskadodano stronę