wtorek, 4 sierpnia 2020
Imieniny: Dominiki, Dominika i Protazego

RSS RSS

High contrast
A- A+

Wersja tekstowa

KameryFacebook

Menu ▼

Formularz wyszukiwania

Genowefa Florianowicz – „Moją młodą normalność przekreśliła wojna i nasza wywózka na daleką Syberię...”

W wagonach była ogromna ciasnota, smród i ogólne przygnębienie. W środku były tylko prycze pod ścianami, jakiś gorący piec na środku pomieszczenia, a koło niego duża dziura, gdzie wszyscy załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne. Niektórzy głośno lub po cichu modlili się i śpiewali, dodając sobie w ten sposób otuchy. Droga dłużyła się niemiłosiernie. Kończyły się zapasy żywności, wszyscy byli coraz bardziej zdegustowani, niepewni jutra. Co z nami będzie? Gdzie nas aż tak daleko wiozą? Co z nami zrobią? – wszyscy zadawali sobie te same pytania. Nasuwały się najgorsze przypuszczenia.

Mama pani Genowefy czuła się coraz bardziej źle, bo rozwiązanie miało nadejść lada dzień, lada chwila. Pewnego razu pociąg się zatrzymał i wzięto mamę pani Genowefy, by urodziła w bardziej godziwych warunkach. Rodzinie Krawczyków znikła na wiele dni.

Rosjanie nie bardzo się interesowali losem stłoczonych w wagonach Polaków. Dawali im jedynie dwie pajdy czarnego, mazistego chleba i jakąś lurowatą zupę („kipiatka”). I to nie systematycznie.

Wreszcie po kilku tygodniach pociąg zatrzymał się na dobre. Byli w syberyjskim Omsku położonym daleko na wschodzie. Tu rozładunek i dalsza podróż do kolejnego miejsca, Tobolska. Następnie zapakowano rodzinę Krawczyków na samochód ciężarowy i tak dalej jechali w nieznane 2 – 3 dni. Wreszcie zatrzymano się gdzieś w głębokiej tajdze i stłoczono ich w wielkim baraku, gdzie pod ścianami były prycze, a na środku duży żelazny rozgrzany do czerwoności piec. W baraku była znów ogromna ciasnota. „Było tak strasznie i przygnębiająco, że trudno to powiedzieć słowami, a co dopiero napisać” – wspomina pani Genowefa. Tu też zagoniono ich do łaźni. Byli tu trzy dni. Na trzeci dzień wszystkich zagoniono do pracy. Pracować nie musiały małe dzieci i starcy. Panią Genowefę wraz z koleżanką skierowano do „brygadiera”, który dał im piłę, cztery siekiery i kliny. Pokazał w lesie, jak się zrzyna duże drzewa, jak się obchodzić ze sprzętem i kazał się brać do pracy, bo jak nie zrobił ktoś narzuconej normy, nie dostawał chleba i lurowatej zupy. Dziewczyny, bardzo jeszcze młode, z delikatnymi rączkami, nie przyzwyczajone do ciężkiej pracy musiały się uwijać jak w ukropie. O dziwo, jakoś się z normami wyrabiało, innym razem było nieco gorzej. Ale żyć przecież trzeba było i o tym obie wiedziały. Zaciskały zęby i ciężko pracowały, nadzieja i wiara trzymały je przy życiu.

W między czasie dojechała do rodziny Krawczyków mama pani Genowefy z nowo narodzonym braciszkiem, któremu dano na imię Aleksander. Jednak małemu Olkowi nie dane było żyć na tym świecie zbyt długo, bowiem z niedożywienia i choroby nieco później zmarł. Został pochowany nad pobliską wielką rzeką, która zowie się Irtysz.

Przeniesiono ich nieco później w pobliże rzeki i zamieszkali w tak zwanym „posiołku” w drewnianym domu. Wyżywienie było więcej niż mizerne, trochę chleba – czarnego, bo innego tu nie było, kilka kartofelków dziennie, i to była cała racja dziennego wyżywienia.

Co ciekawe, co zauważyła Genowefa, w tajdze nie widać było ptaków, ale za to spotykali często inne zwierzęta takie jak wilki, jelenie, łosie i niedźwiedzie.

Zimy na tym dalekim odludziu były niezwykle srogie, z wielkim mrozem (ponad 40 stopni C), lata zaś – choć krótkie (około 3 miesięcy) bardzo upalne.

Po wielu miesiącach harówki w tajdze przy wyrębie drzew pani Genowefa, dzięki swojej starszej siostrze, trafiła do pracy w miejscowej stołówce. Był zatem dostęp do jedzenia i młodej pani Gieni nieco się polepszyło.

Kiedy 22 czerwca 1942 roku rozpoczęła się zdradzieckim atakiem z zachodu wojna niemiecko – radziecka, oznajmiono Polakom (komendant obozu) zebranym w osadzie, że mogą się udać, gdzie zechcą. Ale dokąd mamy teraz iść, jak sami dokładnie nie wiemy, gdzie jesteśmy? – pytali Rosjan i siebie nawzajem.

Osoba odpowiedzialna za treść:  Aleksandra Sławińska
Osoba publikująca:  Urząd Miejski
Data publikacji:  07.03.2014 12:40:09
Data modyfikacji:  29.02.2016 13:59:42
Ilość wyświetleń:  3697
DataOsoba dokonująca zmianOpis zmiany
29.02.2016 13:59:42Balbina Kaczanowskaedycja strony
07.03.2014 12:40:09Monika Kosińskadodano stronę