poniedziałek, 3 sierpnia 2020
Imieniny: Augustyna, Kamelii i Lidii

RSS RSS

High contrast
A- A+

Wersja tekstowa

KameryFacebook

Menu ▼

Formularz wyszukiwania

Edward Stachyra – „Nie było lekko na obcej nam wszystkim ziemi…”

Przyszło lato, które było podobnie jak następne, bardzo upalne, ale trwało krótko, raptem tylko trzy miesiące. Wszystko zamieniło się w soczyste od zieleni i kwiatów dywany. Było pięknie patrzeć na ten bezkres przyrody. W lasach było w bród jagód i grzybów. A im żyło się wtedy nieco znośniej. Zimy były bardzo mroźne z temperaturami -35 – -40 stopni Celsjusza i ciężko im się wtedy naprawdę żyło, bo warunki były bardzo trudne.

Dawali sobie, mimo niezliczonych trudności, radę w życiu. Mieli jedzenie, którego nie było jednakowoż zbyt wiele, ale wytrzymać można było. Bo to była walka o życie, o ich wszystkich przetrwanie. Jak wspomina pan Edward, z początku, kiedy ich przywieziono, było dość jedzenia, jednak z biegiem czasu było go coraz mniej i mniej.

Po pewnym czasie otrzymali z nakazu radzieckie paszporty. Bogatsi Polacy sprzedawali co można było z dobytku, który z sobą przywieźli i przenosili się dalej na wschód do Kaukazu. Rosjanie na to zezwalali.

Pewien czas przychodziła pomoc z UNR-y, więc jedzenie się nieco poprawiło. Tak było tylko do czerwca czterdziestego pierwszego.

Kiedy rozpoczęła się wojna radziecko – niemiecka (22.06.1941 r.) znów im było ciężej. Dostawy żywności radykalnie się zmniejszyły, dlatego wielu narzekało na głód. Rodzinie Stachyrów wiodło się jako tako w tym czasie.

Pewnego razu, a było to na przełomie maja i czerwca 1941 r., ojciec pana Edwarda wybrał się piechotą przez rzekę do pobliskiego kołchozu za pracą. I dostał ją. Został tam szanowanym kowalem, bo jak wspomina pan Edward, jego ojciec był niczym „złota rączka”. Tam też rodzina Stachyrów na jesieni przeniosła się; traktowano ją tam znośnie i w miarę dobrze. Był tam dobry przewodniczący kołchozu (niegdysiejszy frontowy oficer), tolerował wiele różnych czynów Polaków, przymykał na wiele spraw oko.

W 1942 roku ojciec zmienił pracę, z kołchozu przeszedł do pracy w pobliskiej cegielni (pan Edward nie wie, dlaczego tak zrobił) i pracował tu jako stolarz. Dobrze im się tam żyło, lepiej niźli w kołchozie. Dostali tam w miarę przestronne i wygodne mieszkanie, na głód nie narzekali. Wszystko było w porządku, tyle tylko, że z dala od ukochanej Polski, do której tak bardzo tęsknili. Tęsknili też za rodzinnymi stronami, których nie przypominały im krajobrazy groźnej tajgi.

Tak żyli z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, aż przyszedł kwiecień 1945 roku. Wtedy dochodziły do nich słuchy, że wojna się lada dzień skończy i już głośno mówiło się, że Polaków będą odsyłać do ich Ojczyzny. Rozpoczęło się uzupełnianie dokumentów, szykowanie dobytku do dalekiej podróży. Zaczął się ożywiony ruch. Czuć było podniosłą atmosferę, bo każdy żył tym wyjątkowym wydarzeniem, które miało niebawem nadejść.

Ale przyszedł nieoczekiwanie, jak się później okazało, tragiczny w losach Stachyrów dzień. Pewnego razu (maj 1945 r.) ojciec z matką wybrali się do pobliskiego Rejonu i wtenczas wydarzył się nieszczęśliwy wypadek. Matka pana Edwarda została potrącona przez pociąg i zginęła na miejscu. Była rozpacz, żal, rozterka i przygnębienie. Na dodatek podczas pobytu na Syberii zmarli też: wujek – brat matki pana Edwarda, dwie ciotki (siostry matki) oraz dziadek. Tak więc wspomnienia z Syberii, mimo łagodnego traktowania, nie są najlepsze. To były wielkie ciosy dla nich wszystkich.

Pan Edward dobrze wspomina polską bojowniczkę Wandę Wasilewską, która bardzo pomagała polskim rodzinom na rosyjskiej ziemi.  Organizowała wyjazdy Polaków do kraju, a także dostawy żywności i ubrań.

Osoba odpowiedzialna za treść:  Aleksandra Sławińska
Osoba publikująca:  Urząd Miejski
Data publikacji:  07.03.2014 10:02:43
Data modyfikacji:  29.02.2016 13:54:53
Ilość wyświetleń:  2640
DataOsoba dokonująca zmianOpis zmiany
29.02.2016 13:54:53Balbina Kaczanowskaedycja strony
07.03.2014 10:05:00Monika Kosińskaedycja strony
07.03.2014 10:02:43Monika Kosińskadodano stronę