niedziela, 15 września 2019
Imieniny: Albina, Lolity i Ronalda

RSS RSS

High contrast
A- A+

Wersja tekstowa

KameryFacebook

Menu ▼

Formularz wyszukiwania

Teresa Smereka – „Ciężkie chwile przeżyłam w dzieciństwie…”

W pierwszej połowie 1943 roku obiło się im o uszy, że przyszła amnestia. Wtedy wrócili z powrotem do swojej wcześniejszej ziemianki. 100 km od nich, w Kustanaju, mobilizowano Polaków do nowo powstającego Wojska Polskiego. Wielu mężczyzn zdecydowało się zostać żołnierzami, by potem bić się dzielnie za Polskę.

W tym czasie z zachodu nadchodziły amerykańskie dary, była więc żywność, ubrania, lekarstwa, które rozdzielano między wszystkich.

Był to też czas, kiedy Rosjanie zmuszali Polaków do tego, by przyjmowali radzieckie paszporty wydawane na pięć lat; Polacy gremialnie odmawiali. Po długich namowach i przy ewentualnych reperkusjach wyrażali zgodę, Państwo Ostrowscy też.

Nadeszły niepotwierdzone wiadomości, że Polaków z osady chcą przerzucić na Ukrainę, dla – jak to mówiono, zmiany klimatu. I tak też się stało, a było to w 1944 r. Wtenczas zapakowano ich w Taborze (czekali jeszcze na stacji 2 tygodnie) do bydlęcych wagonów (było 109 osób w jednym wagonie!) i wywieziono (podróż trwała kilka tygodni) w okolice ukraińskiego Charkowa, do wioski oddalonej o 70 km, gdzie mieszkali już Ingusi, Czeczeni i Gruzini. Był tu sowchoz „Dwad’cat lat Oktiabrja”. Zamieszkali w jednym pokoju, gdzie gnieździło się aż 8 osób. Dorośli zagonieni byli do pracy w sowchozie i dostawali pół kilograma chleba dziennie, niepracujący tylko 0,2 kg.

Wtenczas wiele osób zapadło na grypę, potem panował tyfus brzuszny i plamisty (pani Teresa była jakoś odporna na te choroby).

Obok domu założyli nieduży ogródek, gdzie mieli plantacyjkę ogórków i melonów.

Mama pani Teresy wstąpiła do Związku Patriotów Polskich Wandy Wasilewskiej (1944 r.). W tym czasie otwarto polską szkołę, do której poszła mała pani Teresa. Klasy były bez jakiegokolwiek wyposażenia, wszyscy siadali w kucki.

Tak mijały dni, tygodnie. Aż nadszedł przełom lutego i marca 1946 r. Znów zapakowano ich w wagony i pociąg ruszył na zachód, już wiedzieli, że do Polski. Zatrzymali się pewnego dnia we Wrocławiu, po czym udali się do miejscowego PUR-u (biuro repatriacyjne). Tu dostali kartki na żywność z możliwością zamieszkania we Wrocławiu lub gdzieś w Polsce.

Brat mamy pani Teresy walczył między innymi o Kamień Pomorski i po wojnie osiedlił się jako osadnik wojskowy w podkamieńskich Górkach Pomorskich. Kiedy się dowiedział, gdzie znajduje się jego rodzina, przyjechał po trójkę Ostrowskich (mama i dwie córki) do Wrocławia i zabrał ją do siebie na Pomorze Zachodnie. Zamieszkali w opustoszonym domu i zaczęli na nowo żyć. Pani Teresa poszła do czwartej klasy szkoły powszechnej w Jarszewie.

W tym czasie Ostrowscy poszukiwali głowy rodziny, pana Antoniego przez Polski Czerwony Krzyż, ale bezskutecznie. Potem dowiedzieli się, że pan Ostrowski wstąpił do armii kościuszkowskiej i poległ w kwietniu 1945 r. pod Berlinem, dokładnie 27 kwietnia (późniejsze ustalenia). Poznali w tym czasie pewnego pana, który – jak się okazało, walczył z panem Ostrowskim na froncie, mieszkał teraz w podgoleniowskiej Rurzycy. To on przekazał nie potwierdzoną jeszcze wieść, że głowa rodziny Ostrowskich nie żyje, potem okazało się to prawdą.

Mama pani Teresy otrzymała kilka hektarów pola i musiała je jakoś zagospodarować, stąd wynajmowała okolicznych rolników do orki czy zasiewu.

Pani Teresa wyszła za mąż w 1950 roku za Ludwika Smerekę, a było to w Górkach i tu na pewien czas zamieszkali. Pracowała ciężko na polu swojej mamy, także przy obrządkach i w ogródku. W tym czasie skończyła sześć klas szkoły powszechnej – dobrze się uczyła.

W 1954 r. państwo Smerekowie przenieśli się do pobliskiego Jarzysławia, gdzie było wolne lokum. W międzyczasie rodziły się kolejne dzieci, cztery córki (roczniki 1951, 1952, 1954, 1955).

Aż do emerytury wraz z mężem zajmowała się gospodarstwem, wychowywała dzieci. Do dziś mieszka w Jarzysławiu, kilka kilometrów od Kamienia Pomorskiego, z najmłodszą córką, która jest sołtysem we wsi.

Mąż pani Teresy, Ludwik, zmarł nagle w 1980 roku.

Pani Teresa, choć trochę schorowana, tryska humorem i emanuje z niej jakieś wyjątkowe ciepło. Z różnym nastawieniem wraca do tamtych lat spędzonych na Syberii. Wiele znaczy dla niej pamiętnik z 1939 roku, który co rusz przegląda. Kiedy go oglądałem, wzruszyłem się. Wszystkie strony są zapisane w językach polskim i rosyjskim. Są tu wspomnienia sprzed wojny, z dalekiej Syberii i Ukrainy.

autor treści: Mirosław Iwaszczyszyn

Osoba odpowiedzialna za treść:  Aleksandra Sławińska
Osoba publikująca:  Urząd Miejski
Data publikacji:  07.03.2014 09:52:54
Data modyfikacji:  29.02.2016 13:38:31
Ilość wyświetleń:  2175
DataOsoba dokonująca zmianOpis zmiany
29.02.2016 13:38:31Balbina Kaczanowskaedycja strony
07.03.2014 09:58:03Monika Kosińskaedycja strony
07.03.2014 09:52:54Monika Kosińskadodano stronę