Kamery

Zobacz on-line:

czwartek, 15 listopada 2018
Imieniny: Amielii, Idalii i Leopolda

RSS RSS

High contrast
A- A+

Wersja tekstowa

KameryFacebook

Menu ▼

Formularz wyszukiwania

Teresa Smereka – „Ciężkie chwile przeżyłam w dzieciństwie…”

Teresa SmerekaPani Teresa urodziła się 4 listopada roku 1931 w miejscowości Łakocze koło Łucka, który leży nad rzeką Styr, dopływem Prypeci, na Wołyniu - ówczesne województwo lwowskie, dzisiejsze tereny Ukrainy. Miała o trzy lata starszą siostrę Danutę, która już dziś nie żyje.

Rodzice to Antoni Ostrowski (1898 – 1945) oraz Maria z domu Kozubowska (1905 – 1972). Ojciec był przed wojną żołnierzem i służył w 22 pp w niedalekim Łucku, do którego rodzina Ostrowskich się przeniosła.

Rodzinie przed wojną żyło się całkiem znośnie. Żyła z jednego żywiciela, którym był ojciec pani Teresy. Mama zajmowała się domem.

1 września 1939 roku pani Teresa poszła do szkoły (ma jeszcze z tamtego odległego czasu … pożółkły pamiętnik, który przechowuje bardzo skrupulatnie), ale że rozpoczęła się II wojna światowa zajęcia od razu odwołano. Rozpoczęło się bombardowanie lotnicze przez niemieckich najeźdźców. Trwało to dwa tygodnie. Pan Antoni walczył wówczas w obronie Łucka.

17 września weszli kolejni najeźdźcy, tym razem Rosjanie, którzy natarli na Polskę znienacka ze wschodu. Jak wspomina pani Teresa, był wielki stres, obawa o jutro. Po mieście panoszyli się dumnie Ukraińcy i Żydzi, którzy byli w komitywie z Rosjanami. Polacy coraz bardziej się wszystkiego bali, bo czas był niepewny, a na dodatek byli represjonowani.

Po pewnym czasie pani Teresa poszła ponownie do szkoły, tym razem rosyjskiej i uczyła się wszystkiego w języku rosyjskim. Rodzina otrzymała „putiowki” – tak zwane przejściówki, które – jak im powiedziano, należało odnawiać co sześć miesięcy. Wtedy zapanował jako taki spokój wewnętrzny wśród Polaków.

W międzyczasie któraś z sąsiadek zdradziła, że pan Antoni był żołnierzem września, były stąd wobec niego represje, i to poważne, bowiem osadzono go w więzieniu. I na długo słuch o nim zaginął. Dowiedzieli się dużo później, że pan Antoni dostał wyrok aż 10 lat ciężkich robót.

Tak rodzina Ostrowskich mimo tego wszystkiego, pełna niepokoju, obaw i tego, co ich jutro czeka, żyła z dnia na dzień. Aż nadeszła pamiętna dla nich wszystkich noc z 12 na 13 kwietnia roku 1940. Wtedy w środku nocy zapukali Rosjanie do drzwi i kazali się czym prędzej ubierać i pakować. Do domu wkroczyło czterech Ukraińców i znany już wcześniej rodzinie oficer radziecki. To on pomagał się im spakować, kazał zabrać wszystkie potrzebne do egzystencji rzeczy, bo jak powiedział: „mogą się przydać…”. Po spakowaniu wszystkiego zawieziono ich samochodem na stację kolejową w Łucku, po czym wsadzono bez pardonu do bydlęcych wagonów. Był płacz, lament, rozpacz wszystkich, których dotknęło to nieszczęście. Podczas tych trudnych chwil na stacji kolejowej był z nimi i wspierał ich ks. Bukowiński, który pocieszał i modlił się za wszystkich. Ostrowskim dał pewną kwotę pieniędzy, trochę żywności, na koniec pobłogosławił ich rodzinę. Kiedy pociąg ruszył, wszyscy jednym chórem zaczęli śpiewać pieśń zatytułowaną „Serdeczna matko…”.

W nieludzkich warunkach, stłoczeni na niewielkiej powierzchni wagonu jechali na wschód około trzech tygodni. Po drodze zatrzymywali się na nielicznych stacjach, gdzie dostawali odrobinę gorącej wody, jakąś lurowatą zupę. W wagonach było ciasno, smrodliwie i brudno. Z braku jedzenia, którego w zasadzie nie dostawali, posiłkowali się swoim prowiantem wziętym na prędce z domu, ale i ta żywność powoli się wyczerpywała.

Pewnego razu zatrzymali się na stacji Saratow, gdzie zagoniono ich do łaźni, potem było odwszawianie. Potem powrócili w podróż w nieznane. Minęli Ural i dojechali do niewielkiej stacji kolejowej Tabor, a wokół był tylko step, ani jednego drzewka, tylko kilka ziemianek Kozaków.

Jak się okazało, to nie był koniec podróży, bowiem wsadzono ich na samochody i powieziono dalej na wschód 70 km. Jechali szerokim stepem, mijając po drodze tylko jedną wioskę. Dojechali do Szczerbinówki, dużej wioski, gdzie pojawiło się kilkanaście drzew. Brak drzewostanu na stepie uderzył panią Teresę, która ten fakt pamięta do dziś dnia.

Osoba odpowiedzialna za treść:  Aleksandra Sławińska
Osoba publikująca:  Urząd Miejski
Data publikacji:  07.03.2014 09:52:54
Data modyfikacji:  29.02.2016 13:38:31
Ilość wyświetleń:  1659
DataOsoba dokonująca zmianOpis zmiany
29.02.2016 13:38:31Balbina Kaczanowskaedycja strony
07.03.2014 09:58:03Monika Kosińskaedycja strony
07.03.2014 09:52:54Monika Kosińskadodano stronę