Kamery

Zobacz on-line:

wtorek, 17 lipca 2018
Imieniny: Aleksego, Bogdana i Martyny

RSS RSS

High contrast
A- A+

Wersja tekstowa

KameryFacebook

Menu ▼

Formularz wyszukiwania

Teresa Augustyniak

Teresa AugustyniakUrodziła się 7 kwietnia roku 1935 we wsi Rząśnik w gminie Ostrów Mazowiecki, powiat łomżyński, w rodzinie państwa Piotra i Franciszki (z domu Stodulska) Morkowskich. Miała rodzeństwo: brata Jana ur. w 1929 r., siostrę Helenę ur. w roku 1934 oraz młodszą od siebie o trzy lata siostrę Cecylię.

Ojciec był przed wojną oficerem w stopniu porucznika i służył w Garnizonie Warszawskim, mama zajmowała się domem i dziećmi. 

Niewiele pamięta, kiedy rozpoczęła się wrześniowa wojna z Niemcami, a potem znienacka z  Rosjanami. Wiedziała tylko, że dzieje się coś nadzwyczajnego, nieoczekiwanego i tego, że dzięki tym wydarzeniom świat się zmienia na zawsze. Więcej o tych wydarzeniach dowiedziała się w późniejszym okresie od matki, która była dobroduszną i troskliwą osobą.

I tak żyli sobie z dnia na dzień nie przewidując, że niebawem wszystko się zmieni. Aż nadszedł pamiętny ranek 14 kwietnia 1940 roku. Wówczas przyszli radzieccy enkawudziści (dzień wcześniej zabrali ojca, po którym słuch zaginął na zawsze), kazali się szybko ubierać, bo jak mówili, pójdą w odwiedziny do ojca i męża zarazem. Zawieźli ich w mroźny poranek na stację kolejową w Zambrowie, gdzie stał pociąg z wagonami bydlęcymi. Tu ich wszystkich wsadzono do wagonu, ściśnięto i zaryglowano drzwi. Na środku stał piecyk, na który mówili „koza”, a w kącie była niewielka dziura w podłodze, gdzie wszyscy załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne. Piotr Morkowski - ojcec Teresy Augustyniak

Jechali około miesiąc na wschód. Po drodze były nieliczne przystanki, podczas których lokomotywa dobierała zapas wody na dalszą podróż. Dojechali do niewielkiej miejscowości, która zwała się Wsiewołodowka, na dalekiej Syberii, wśród potężnych i gęstych lasów. Zakwaterowano ich rodzinę u pewnej tubylczej gospodyni. Mama pani Teresy prała i gotowała, w ten sposób odpłacała się za noclegi. W pobliżu płynęła szeroka, ale płytka rzeka, gdzie miejscowi próbowali coś złowić. Nie zawsze się to jednak udawało.

Na jesieni dzieci wraz z panią Teresą poszły do szkoły. Uczono tu w języku rosyjskim. Najstarszy brat Jan, pracował w brygadzie polowej miejscowego kołchozu.

Wszystkim doskwierał głód. Zimy były niezwykle surowe i ostre, a przy tym było wyjątkowo dużo śniegu. Lata za to były krótkie, ale upalne. Jak sama pamięta, tuż po zakończeniu pracy na polu przez Rosjan, ukradkiem z innymi dziećmi przekradali się na pobliskie pola, by zerwać trochę kłosów zboża, które później mełło się w prowizorycznych  żarnach.

Wszyscy głodowali. Dopóki były jeszcze rzeczy zaginionego ojca, jakoś dawali sobie radę, ponieważ sprzedawali jego rzeczy w zamian za żywność. Ale ubrania się kończyły, głód nie.

Mieszkali w jednej izbie. Było ciasno i zimno, mimo tego, że zimą palili w piecu, bowiem mróz dochodził do minus 40 – 45 stopni C.

Po pewnym czasie mama pani Teresy poszła do pracy w kołchozie. Pracowała między innymi przy przesypywaniu zboża. Pracowała od świtu do zmierzchu.

Nic nie wiedzieli o zaginionym ojcu. Także – mimo rozlicznych poszukiwań po wojnie, nie udało się rodzinie ustalić, co się stało z panem Piotrem. Były jednakowoż słuchy, że został zamordowany w Zambrowie i tam pochowany. Ale były to tylko niesprawdzone pogłoski.

W tej niewielkiej wsi, gdzie mieszkali, życie było trudne, dużo Polaków umierało, a to z głodu, a to z zimna. Ciężko im się tam mieszkało, ale żyć trzeba było, trzeba było żyć nadzieją, że jutro będzie lepsze. I tak też się działo.

Osoba odpowiedzialna za treść:  Aleksandra Sławińska
Osoba publikująca:  Urząd Miejski
Data publikacji:  12.03.2014 09:05:00
Data modyfikacji:  29.02.2016 14:03:47
Ilość wyświetleń:  866
DataOsoba dokonująca zmianOpis zmiany
29.02.2016 14:03:47Balbina Kaczanowskaedycja strony
12.03.2014 09:22:09Monika Kosińskaedycja strony
12.03.2014 09:05:00Monika Kosińskadodano stronę