Kamery

Zobacz on-line:

wtorek, 17 lipca 2018
Imieniny: Aleksego, Bogdana i Martyny

RSS RSS

High contrast
A- A+

Wersja tekstowa

KameryFacebook

Menu ▼

Formularz wyszukiwania

Irena Mikołajczyk – „Najpierw wywieziono nas na daleką północ, w mroźną tajgę, a potem na Sybir…”

Irena MikołajczykPani Irena urodziła się 20 kwietnia roku 1935 w Osadzie Puzieniewicze, gdzie mieszkali osadnicy wojskowi (50 osadników – legionistów), powiat stołpecki, województwo nowogródzkie, dzisiaj tereny Białorusi, jako najmłodsza z pięciorga rodzeństwa. Pozostałe dzieci to: Antoni, Maria, Walerian i Stanisław. Rodzice - Wawrzyniec Michalski (legionista Piłsudskiego) oraz mama, Barbara z domu Buśko.

Rodzice mieli 35 – hektarowe gospodarstwo rolne i żyło się państwu Michalskim całkiem znośnie, w harmonii i rodzinnym cieple. Nikt nie przypuszczał, że los ich tak bardzo doświadczy.

Kiedy przyszedł 1 września 1939 r. do osady wkradł się niepokój. Kilku mężczyzn udało się do odległego Mińska, by się dowiedzieć, jaka jest aktualnie sytuacja geopolityczna. Niewiele się dowiedzieli, tyle, że poinformowano ich, iż Niemcy zdradziecko napadły na Polskę.

Z kolei noc z 16 na 17 września była nocą grozy. Wówczas to zostali ograbieni przez Ukraińca. Wtenczas rodzina Michalskich mieszkała już w nowym domu, który stał w głębi podwórka. Na tę jedną noc rodzina przeniosła się do starego domu, a nowy dom ograbiono dosłownie ze wszystkiego.

Rankiem 17 września rozpoczęły się jak zwykle obrządki. Jak wspomina pani Irena „coś czuło się w powietrzu”. Tego samego dnia przyszli do nich dwaj ludzie, jeden był uzbrojony w karabin. Kazali ojcu podnieść ręce do góry i pójść z nimi do gminy. Później już nie wrócił. Jak się okazało, w ten sam sposób zostali aresztowani pozostali osadnicy.

Po siedmiu dniach pod eskortą złożoną z radzieckich żołnierzy wyprowadzeni zostali z miasteczka Turzec. Późną jesienią przyszła wiadomość od pana Wawrzyńca, była to krótka wiadomość o tym, że żyje i nic poza tym. Wiadomość została nadana z obozu jenieckiego w Ostaszkowie.

10 lutego 1940 roku, w ciemną noc przyszli do nich radzieccy enkawudziści (NKWD) i kazali się im czym prędzej ubierać. Kazali się spakować i przygotować do podróży. Potem wsiedli na dwoje sań i udali się w nieznane. Zima była tego roku bardzo mroźna. Wsadzono ich na stacji kolejowej do bydlęcych wagonów, gdzie każda rodzina miała dla siebie zaledwie półtora metra kwadratowego. W wagonie na środku stał rozgrzany piecyk, a w kącie była w podłodze dziura, gdzie można było się załatwiać. Siedzieli dosłownie jak zwierzęta w klatce.

Pociąg ruszył w nieznane. Nie wiedzieli, gdzie ich wiozą. Potem rozniosła się wieść, że jadą na wschód, ale dokąd i po co? Tego nie wiedział nikt. Jechali tak około trzech tygodni. Na nielicznych stacjach pociąg się zatrzymywał, dostawali coś do zjedzenia, jakąś polewajkę, na przykład z brukwi.

Wreszcie dojechali do stacji Wożeha w Obłosti Wołogda, na dalekiej północy. Kiedy otworzono drzwi wagonu, uderzyło w nich przenikliwe zimno (mróz wówczas był bardzo tęgi). Biało i nieswojo było dookoła, aż po horyzont. Zapakowali ich wszystkich na sanie i zawieźli do obozu „Kwartał 44” w głębi tajgi, Obłost Wołogocka. Zakwaterowali ich do nowo budowanych (na prędce) drewnianych baraków. Wszyscy powyżej trzynastego roku musieli pracować w lesie, w tym najstarszy brat i siostra. I tak pracowali od świtu do zmierzchu, od tzw. gongu do gongu. Panią Irenę to ominęło, bowiem była jeszcze zbyt mała, by podjąć się tej ciężkiej harówki. Istniała tam zasada „kto nie rabotajet, ten nie kuszajet’”. Robotnicy otrzymywali 400 g byle jakiego chleba i zupę z owsa lub brukwi. Niepracujący otrzymywali 200 g chleba i odrobinę zupy. Doskwierał wszystkim głód.

Irena MikołajczykPo pewnym czasie w osadzie zapanował tyfus. Rodzina pani Ireny też na niego chorowała. Szczęśliwie wyszli jakoś z tej zdradzieckiej choroby.

Zimy były bardzo mroźne, i trwały aż 10 miesięcy, zaś lato było krótkie. Wtenczas było dużo jagód i rydzów, stąd łatwiej było zdobyć coś do jedzenia.

I tak żyli z dnia na dzień, pracując i wegetując. Aż nadszedł 28 luty 1942 roku. Kazali im się wtedy przygotować do kolejnej podróży. Rygoru większego już nie było, ale warunki były bardzo trudne i uciążliwe. Jechali w pobliżu Moskwy i udali się w kierunku Uralu. Za Uralem dowiedzieli się, że celem podróży jest Taszkient. Potem się okazało, że Taszkient nie może ich przyjąć, ponieważ panuje tam tyfus. W związku z tym transport skierowano do Kazachstanu. Dotarli do Semipałatyńska i dalej do stacji kolejowej, która zwała się Żangistobe. Było to pod koniec marca tego roku. Tam koczowali tydzień na dworcu, by potem trafić do Trzeciego Międzynarodowego Kołchozu Preobrażenka. Przydzielono ich do dwojga Rosjan, którzy ich, Polaków nie lubili. Tu zagoniono wszystkich dorosłych do pracy na roli. Co przeżyli, trudno opowiedzieć słowami.

Osoba odpowiedzialna za treść:  Aleksandra Sławińska
Osoba publikująca:  Urząd Miejski
Data publikacji:  07.03.2014 09:07:54
Data modyfikacji:  29.02.2016 13:35:58
Ilość wyświetleń:  1266
DataOsoba dokonująca zmianOpis zmiany
29.02.2016 13:35:58Balbina Kaczanowskaedycja strony
07.03.2014 09:15:31Monika Kosińskaedycja strony
07.03.2014 09:07:54Monika Kosińskadodano stronę