Kamery

Zobacz on-line:

wtorek, 17 lipca 2018
Imieniny: Aleksego, Bogdana i Martyny

RSS RSS

High contrast
A- A+

Wersja tekstowa

KameryFacebook

Menu ▼

Formularz wyszukiwania

Henryk Matusiewicz – „Mnie, małego chłopca, wywieźli zdradziecko w dalekie, dalekowschodnie strony wraz z rodziną…”

Henryk MatusiewiczUrodził się 18 stycznia 1934 roku w niewielkiej miejscowości o nazwie Górnowszczyna, gmina Wołma, powiat Wołożyn, województwo (przedwojenne) nowogródzkie, dzisiejsze tereny Białorusi. Rodzice to Józef i Anna z domu… Matusiewicz. Jak powiada pan Henryk, w tamtych stornach to nazwisko było niezwykle popularne. Rodzeństwo, to starsza o dwa lata Halina, brat Edward ur. w 1937 roku oraz Regina, która urodziła się niespełna dwa miesiące przed wywózką, w lutym 1940 roku.

Ojciec gospodarzył na siedmiohektarowej ziemi, mama zajmowała się domem i dziećmi. Rodzina Matusiewiczów żyła sobie tak z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, nie zaznając głodu i cierpienia, które niebawem miało ich dosięgnąć, o czym jeszcze wówczas nie wiedzieli.

Jak rozpoczęła się wojna z Niemcami 1 września 1939 r. tego pan Henryk nie pamięta, ale wie z opowieści swojej mamy, że 17 września przyszli do nich Rosjanie. Rozpoczęła się kolejna wojna, tym razem z sąsiadem zza wschodniej granicy.

Jak mówi pan Henryk, u nich potyczki Rosjan z Polakami odbywały się o wiele wcześniej niźli 17 września. Górnowszczyzna leżała niespełna dwa kilometry od granicy z ZSRR. Rosjanie często napadali na polską strażnicę w Bardzie.

Jak wspomina on sam, Rosjanie, kiedy już do nich „zawitali”, zachowywali się spokojnie, choć byli niekiedy natarczywi, ale nie brutalni.

27 października Rosjanie przyszli po ojca pana Henryka. Zabrali go do więzienia do pobliskiego Wołożyna, potem do Lidy. Matka ojca odwiedzała w więzieniu. Ale potem wywieźli go gdzieś dalej i na zawsze słuch o nim zaginął. Dotąd pan Henryk nie ma pojęcia, gdzie trafił jego ojciec. Jak przypuszcza, Rosjanie zamordowali go. Ale gdzie? Kiedy? Gdzie znajduje się jego mogiła, jeśli takowa gdzieś jest?

Zima z 1939 na 1940 rok była sroga, było pełno śniegu, a temperatury wyjątkowo niskie. Nie spodziewająca się niczego złego rodzina Matusiewiczów spała spokojnie z 12 na 13 kwietnia 1940 roku w swoim drewnianym dużym domu. Około godziny 4 nad ranem zapukali do ich drzwi w sposób gwałtowny Rosjanie. Żołnierze kazali im się szybko pakować i dali im na to zaledwie pół godziny. Mówili: „Chadziajka zbieraj’ta się”. Pakowali co popadło, odzież, żywność. Rodzinę zapakowano na czekające pod domem sanie i zawieziono do Stołpca, który leżał niedaleko Baranowicz. Tu na stacji kolejowej czekał już na nich i innych Polaków transport kolejowy złożony tylko z wagonów bydlęcych. Po kolei wszystkich pakowano do tych wagonów, które miały niewielkie zadrutowane okienka, po czym zamykano kolejne drzwi i je drutowano. W wagonach była niezwykła ciasnota i zaduch. Nie było żadnego wyposażenia. Ot tylko prycze pod ścianami, żelazny, rozgrzany do czerwoności piecyk, który stał na środku pomieszczenia, a w rogu znajdowała się dziura w podłodze, gdzie wszyscy załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne.

W tych nieludzkich warunkach, gdzie panował smród, brud i ubóstwo, jechali tak do pierwszej połowy maja, gdzieś daleko na wschód. Ale gdzie? Tego nikt nie potrafił powiedzieć.

Tak dotarli do Kokczetawia w Kokczetawskim Rejonie (północny Kazachstan), gdzieś między Omskiem (na płn. – wsch.), Akmolińskiem – dziś Astaną (płd. – wsch.) – obecnie stolicą Kazachstanu, i Karagandą, niedaleko od granicy chińskiej. Kokczetaw leży między dwiema rzekami: wielkim Irtyszem od wschodu, a Iszymem od zachodu.

Osoba odpowiedzialna za treść:  Aleksandra Sławińska
Osoba publikująca:  Urząd Miejski
Data publikacji:  12.03.2014 08:19:59
Data modyfikacji:  29.02.2016 14:00:33
Ilość wyświetleń:  1058
DataOsoba dokonująca zmianOpis zmiany
29.02.2016 14:00:33Balbina Kaczanowskaedycja strony
12.03.2014 08:25:55Monika Kosińskaedycja strony
12.03.2014 08:19:59Monika Kosińskadodano stronę