Kamery

Zobacz on-line:

niedziela, 23 września 2018
Imieniny: Bogusława, Liwiusza i Tekli

RSS RSS

High contrast
A- A+

Wersja tekstowa

KameryFacebook

Menu ▼

Formularz wyszukiwania

Genowefa Florianowicz – „Moją młodą normalność przekreśliła wojna i nasza wywózka na daleką Syberię...”

Genowefa FlorianowiczUrodziła się 4 lipca 1923 r. w rodzinie Michała Krawczyka i Wiktorii z domu Hyćko w Sobótce Polnej Kolonia Szarameta powiat Kołomyja województwo (przedwojenne) stanisławowskie (dziś Ukraina). Pani Genowefa miała troje starszego rodzeństwa z pierwszego małżeństwa ojca oraz siostry Władysławę, Helenę i braci Józefa, Jana. Potem – podczas lutowej wywózki urodził się jeszcze Aleksander, który nie przeżył jednakowoż pobytu na dalekiej Syberii.

Rodzice prowadzili osiemnastohektarowe gospodarstwo rolne, z tego żyli. Mieli dom i wydawać by się mogło, szczęśliwe życie. Tak było do czasu, kiedy nadszedł  mroźny i srogi 10 lutego 1940 r. Wówczas wszystko się odmieniło.

W 1930 r. pani Genowefa poszła do pierwszej klasy szkoły powszechnej w Sobótce Polnej. Ale po roku rodzice oddali ją do babci, do położonej o 50 km dalej miejscowości Święty Józef. Tu dalej się kształciła; po ukończeniu czterech klas powróciła w rodzinne strony. Pomagała rodzicom na roli i robiła obrządki zwierząt hodowlanych, których mieli po kilka.

Nadszedł 1 września; wybuchła  wojna z Niemcami, o czym dowiadywali się pocztą pantoflową. Walki toczyły się daleko od nich, stąd nie odczuwali jej skutków tak bardzo jak inni, mieszkający bardziej na zachód.

17 września rodzeństwo wraz z Genowefą bawiło się na podwórku, kiedy zajechali do nich radzieccy enkawudziści. Zaczęły się przesłuchania, dopytywania o posiadanie broni, przeszukania gospodarstwa i domu. Nikt z rodziny Krawczyków nie miał pojęcia, o co przybyłym chodziło. Wówczas zorientowali się, że rozpoczęła się wojna z sąsiadem ze wschodu.

Co rusz Rosjanie u nich się pojawiali, ciągle o coś pytali, czegoś nerwowo szukali. W między czasie najeźdźcy zajęli jeden z licznych pokoi, którymi dysponowali Krawczykowie. Nie przesiadywali jednak tam ciągle, zwykle gdzieś się udawali, a w pokoju robili jakieś zapiski, rozmawiali i dyskutowali.

Kiedy wydawało się państwu Krawczykom, że tak pozostanie na dłużej, ich plany spaliły na panewce w ciemną i mroźną noc 10 lutego 1940 roku. Wówczas, a było to około północy, zastukali do nich nerwowo Rosjanie („Sałaty przyszli”), każąc im otwierać drzwi. Najpierw szukali broni, zrewidowano każdego z osobna, i kazano im się czym prędzej ubierać, wziąć z sobą nieco jedzenia. Nikt nie wiedział z domowników, co się wokół nich dzieje. Po co przyszli Rosjanie? Gdzie ich chcą przenieść, czy wywieźć? Rodziły się tylko pytania. Żadnej odpowiedzi, bo Rosjanie nie byli wylewni w rozmowie. Odzywali się tylko służbowo i stanowczo, po żołniersku. Potem rodzinę Krawczyków zapakowano na sanie ciągnięte przez konie i udali się w podróż w nieznane, gdzieś w ciemność, która nie miała końca. Nie wiedzieli jeszcze wówczas, że opuszczają swoje rodzinne strony na zawsze.

Mama pani Genowefy była wówczas w zaawansowanej ciąży i wszyscy się o nią bali i o dziecko, które w ciągu miesiąca miało się narodzić.

Dojechali saniami do stacji kolejowej Gwoździec, po czym zapakowano ich bez pardonu i bez żadnej kultury, do bydlęcych wagonów. Na stacji było bardzo wielu Polaków i wiele wagonów. Ruszyli wczesnym świtem do Lwowa, gdzie był krótki postój. Tu przeładowano ich do rosyjskich wagonów, gdzie – co utkwiło to pani Genowefie, na lokomotywach i wagonach były wielkie napisy: „STALIN”. Potem udali się w dalszą „podróż” w nieznane, na wschód.

Osoba odpowiedzialna za treść:  Aleksandra Sławińska
Osoba publikująca:  Urząd Miejski
Data publikacji:  07.03.2014 12:40:09
Data modyfikacji:  29.02.2016 13:59:42
Ilość wyświetleń:  1589
DataOsoba dokonująca zmianOpis zmiany
29.02.2016 13:59:42Balbina Kaczanowskaedycja strony
07.03.2014 12:40:09Monika Kosińskadodano stronę