Kamery

Zobacz on-line:

czwartek, 15 listopada 2018
Imieniny: Amielii, Idalii i Leopolda

RSS RSS

High contrast
A- A+

Wersja tekstowa

KameryFacebook

Menu ▼

Formularz wyszukiwania

Genowefa Aszkiełowicz – „Trafiłam z mężem, a było to we wrześniu 1951 roku, na daleką, nieprzyjazną i mroźną Syberię. Dziś pytam – dlaczego?…”

Genowefa AszkiełowiczPani Genowefa urodziła się 3 stycznia roku 1926 w Myszołtanach – Kolonii, w powiecie wileńsko – trockim, w przedwojennym województwie wileńskim, około 40 km od Wilna, w rodzinie Michała i Rozalii (z domu Czapolonis) Moroz. Miała trzy siostry i brata. Najstarszą Stanisławę oraz Janinę, a także młodszą Helenę i brata Józefa.

Państwo Morozowie gospodarowali na 12 hektarowym polu, mieli też 1 czy 2 ha lasu. Z tego żyli i się utrzymywali. Żyło im się względnie dobrze, ot tak, by było rodzinnie i ciepło.

Przed wojną pani Genowefa skończyła tylko dwie klasy szkoły powszechnej, bowiem jak twierdził jej ojciec, szkoła niewiele wówczas dawała, a trzeba się przede wszystkim z czegoś utrzymać. Gospodarka rolna i wszystko, co z nią związane, były najważniejsze. Ojciec był osobą starej daty i myślał trochę inaczej niż inni, bardziej oświeceni i rozwojowi.

Przed 1 września 1939 roku sporo mężczyzn z ich terenu wzięto do wojska; czuło się, że zbliża się nieuchronnie wojna z Niemcami. Tak też się niebawem stało.

Natomiast 17 września wkroczyli do nich ze wschodu Rosjanie, którzy zdradziecko napadli na uwikłaną już w wojnę z Niemcami Polskę. Dużo Rosjan panoszyło się u nich, to tu, to tam. Najeźdźcy niemal od razu zaczęli zbierać podatki w postaci inwentarza, czy też zboża. Nie było innego wyjścia, jak im to wszystko oddawać, by nie podpaść, by nie zrobili im czegoś złego. Cały czas coś się w okolicy działo, ale działań wojennych, jako takich, u nich nie było.

Potem, a było to po 22 czerwca 1941 roku, kiedy hitlerowcy napadli na ZSRR, przyszli z zachodu Niemcy i wszystko zaczęło się od początku. Znów trzeba było wszystko oddawać. Tym razem najeźdźcom z zachodu. Tubylcy byli w pewnej chwili na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego. Strach przed represjami i niepewne jutro dawały się wszystkim we znaki. Pamięta też, że niekiedy niemieccy żołnierze nocowali u nich w stodole, a potem szli dalej, gdzieś w siną dal. Nie mogli temu zaradzić, bo się po prostu ich bali.

Pani Genowefa pamięta, że dość szybko zawiązały się w ich okolicy partyzantki; polska i radziecka. W dzień widać było często polskich partyzantów, w nocy buszowali Rosjanie. Oni też chcieli jedzenia, więc im je dawano. Jednak takie przypadki nie były zbyt częste. I tak mijały miesiące, potem lata. Rodzice pani Genowefy, mimo wojny światowej, pracowali jak gdyby nic na swej roli, bo trzeba było z czegoś żyć, a co ważniejsze utrzymać i wyżywić przecież dzieci.

Pamięta, że życie toczyło się swoim normalnym biegiem i rytmem. Były nawet zabawy we wsi i w okolicach, a pani Genowefa była młodą, żywotną osobą i bardzo towarzyską. Lubiła być w towarzystwie rówieśników, z nimi się bawić, a nawet psocić. Prawa młodych i ich stosunek do życia były takie jak dziś. Wiele się nie zmieniło, mimo że tamte ciężkie czasy były inne od dzisiejszych. Wojna niewiele obchodziła młodych, zważywszy na to, że w ich okolicach zmagań wojennych raczej nie uświadczyło się.

Nadeszła połowa roku 1944. Szybko zbliżał się od wschodu front, wyzwolenie. Wiedzieli, że Rosjanie systematycznie wypierają Niemców na zachód. Coraz częściej przelatywały nad nimi wojskowe samoloty, przechodziły przez ich wioskę jakieś wojskowe patrole, najpierw niemieckie, potem rosyjskie, ale działań wojennych jako takich u nich nie było.

Kiedy wreszcie przyszli Rosjanie, zagonili dorosłych Polaków do pracy w polu w pobliskim kołchozie. Nie pracowały jedynie dzieci i starcy. Praca była ciężka, uciążliwa, ale prawo zdobywcy i „wyzwoliciela” było ponad wszystko. Polacy musieli się temu poddać, jednakowoż niektórzy nie chcieli takiego losu i uciekali do lasu. Pani Genowefa pamięta, że już wtedy Rosjanie zaczęli coraz częściej i liczniej wywozić gdzieś w nieznane polskie rodziny. Ich ta represja omijała jakimś szczęśliwym zrządzeniem losu.

Osoba odpowiedzialna za treść:  Aleksandra Sławińska
Osoba publikująca:  Urząd Miejski
Data publikacji:  12.03.2014 08:38:12
Data modyfikacji:  29.02.2016 14:01:17
Ilość wyświetleń:  1494
DataOsoba dokonująca zmianOpis zmiany
29.02.2016 14:01:17Balbina Kaczanowskaedycja strony
12.03.2014 08:38:12Monika Kosińskadodano stronę