czwartek, 27 czerwca 2019
Imieniny: Cypriana, Emanueli i Władysława

RSS RSS

High contrast
A- A+

Wersja tekstowa

KameryFacebook

Menu ▼

Formularz wyszukiwania

Franciszka Fryderyka Ukraińska – „Choć wtedy byłam jeszcze mała, wiele pamiętam z tamtego strasznego okresu …”

 „Sielanka” nie trwała zbyt długo, bowiem 30 kwietnia aresztowano mamę pani Franciszki. Miała wtedy sześć latek. Wówczas ona, mała dziewczynka doskoczyła do matki by ją bronić. Milicjanci byli nieugięci, mówiąc i pocieszając, że mama szybko wróci do domu. Jak się potem okazało, słowa te się nie ziściły, niestety. Pani Franciszka została sama z chorym dziadkiem. Zaczął im doskwierać głód. Rosjanka, u której mieszkali kątem, zaczęła się opiekować małą dziewczynką, pocieszała jak mogła najlepiej.

Mała dziewczynka często widywała mamę (do zapadnięcia wyroku) na mieście, kiedy to zatrzymani pod eskortą zaganiani byli do pracy w terenie.

Pamięta, że kiedyś dostała od nieznajomej pani… zielonego ogórka, którego pieściła w małych rączkach, by się nim nacieszyć. „Strasznie nam dokuczał głód, więc ten ogórek był jakimś symbolem.” – opowiada pani Franciszka.

Latem 1944 roku nabawiła się choroby oczu – jaglicy. Oczy bolały, pani Franciszka przeżywała jako mała dziewczynka ciężkie chwile.

Kiedyś, pod koniec roku, pani Franciszka była w zakładzie Rosjanki, u której mieszkali, na choince. Sama recytowała wierszyk pod tytułem „Pietuszok” (Kogucik). Było to dla niej wyjątkowe przeżycie.

Na początku roku 1945 trafiła do przedszkola. Wszyscy znajomi się z tego faktu cieszyli, bowiem tu właśnie były zbawienne posiłki, a więc nie można było mówić już o głodzie, w przeciwieństwie do dziadka.

Potem mamę skazano na pięć lat ciężkich robót jako „szkodliwą politycznie” i zesłano ją wraz z innymi do dalekiej Kołymy pod granicą chińską. Ale o tym dowiedzieli się dopiero w roku 1957, kiedy do nich dojechała z dalekiej Kołymy pani Józefa.

Wreszcie nadszedł upragniony dzień. Nadszedł sierpień 1946 roku, kiedy to spakowano Polaków do wagonów towarowych. Pociąg ruszył w kierunku zachodnim, jak się okazało do Polski. Po kilku tygodniach „podróży” dotarli do Białogardu koło Koszalina. Tu pani Franciszka od razu trafiła do domu dziecka, zaś dziadek do domu starców. Pamięta też, że miała nadany numer 1476/46.

Niebawem pojawił się w Białogardzie ojciec pani Franciszki, który bez trudu rozpoznał w domu dziecka, wśród dziesiątków dzieci, swoją kochaną córeczkę. Ona sama nie ma pojęcia jakim cudem ojciec trafił na ich ślad. Tego samego roku zmarł dziadek.

W Białogardzie nie gościli zbyt długo. Ponownie udali się w podróż na zachód. Trafili do Wolina. „Dalej nie można było jechać, bo most był zniszczony. Zamieszkaliśmy w Siniechowie (koło Koniewa w gminie Wolin – przyp. red.), gdzie ojciec zajął się gospodarką rolną.” – wspomina nasza bohaterka.

Na początku września 1946 roku mała Franciszka poszła do czteroklasowej szkoły w Koniewie, potem była piąta klasa w Zagórzu. Kiedy skończyła siedem klas, poszła po naukę do pięcioletniego Liceum Pedagogicznego w Kamieniu Pomorskim. Po jego ukończeniu, w 1958 roku, podjęła pracę jako nauczycielka w szkole podstawowej w Koniewie. Tu wówczas mieszkała, a dwa lata później wyszła za mąż za Tadeusza Ukraińskiego, też nauczyciela. W Koniewie urodziły się dwie córki, trzecia, już później, w Gostyńcu, gdzie państwo Ukraińscy się przeprowadzili i podjęli pracę. Pan Tadeusz był dyrektorem czteroklasówki, pani Franciszka, jego podwładną.

Wróćmy jeszcze na chwile do 1957 roku, wówczas przyjechała do nich mama pani Franciszki, ale była razem z nimi tylko rok, bowiem jak srogo oceniły władze – nie była zrehabilitowana. Musiała wrócić do dalekiej Kołymy.

W 1969 roku państwo Ukraińscy przeprowadzili się do Świerzna, gdzie mieszkają po dziś dzień. Dwie córki mieszkają w tej samej miejscowości, a jedna, w dalekim Zabrzu.

Pani Franciszka przeszła na zasłużoną emeryturę dwadzieścia cztery lata temu, w 1988 r.

Dziś pani Franciszka narzeka na zdrowie. „Nie czuję się najlepiej, i nie często wracam do tych strasznych wspomnień, które utkwiły mi na zawsze w głowie, bo wtedy się bardzo rozklejam” – powiada.

Do tej niezwykłej historii trzeba dodać, iż w dużym pokoju, w centralnym miejscu, wisi niezwykły obraz, który ma długą historię. Otóż jest to obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, który wyszyła jeszcze przed wojną, tak zwaną metodą krzyżykową, pani Józefa – mama pani Franciszki. Ów obraz odbył długą drogę, wędrował z rodziną Rodackich na daleki Ural, potem powrócił z nimi do Polski. Dziś wisi, wyeksponowany, na ścianie pokoju w Świerznie. „To niezwykle cenna pamiątka, niemal relikt, tyle on z nami przeszedł, że teraz należy mu się odpowiednie miejsce w naszym domu.” – mówi pani Franciszka.

autor treści: Mirosław Iwaszczyszyn

Osoba odpowiedzialna za treść:  Aleksandra Sławińska
Osoba publikująca:  Urząd Miejski
Data publikacji:  07.03.2014 09:22:16
Data modyfikacji:  29.02.2016 13:37:39
Ilość wyświetleń:  1235
DataOsoba dokonująca zmianOpis zmiany
29.02.2016 13:37:39Balbina Kaczanowskaedycja strony
07.03.2014 09:22:16Monika Kosińskadodano stronę