wtorek, 19 listopada 2019
Imieniny: Elżbiety, Faustyny i Pawła

RSS RSS

High contrast
A- A+

Wersja tekstowa

KameryFacebook

Menu ▼

Formularz wyszukiwania

Franciszek Dziobak – „Tam na wschodzie przeżywaliśmy ciężkie chwile…”

Latem 1943 roku przybyła do nich polska działaczka Wanda Wasilewska. Jak pamięta pan Franciszek, zamieniła z nim i jego kolegami kilka zdań. I tyle ją widzieli. Nie wiedzieli jednakowoż, po co się u nich pojawiła.

Po pewnym czasie Rosjanie zabrali ojca w nieznane, bo nie chciał podpisać deklaracji przyjęcia radzieckiego obywatelstwa. Podobnie było w z wielu innymi. Znęcali się nad nim w więzieniu, a za karę trafił do kamieniołomu w Karagandzie. Tu jednak długo nie przebywał, gdyż udało mu się zbiec. Uciekł do Polaków, a dokładniej do nowo formowanego Wojska Polskiego, gdzie – jak się później dowiedziała rodzina, został kanonierem i przebył szczęśliwie cały szlak bojowy, aż po Berlin.

Wiosną 1944 roku, za to że ojciec uciekł, wywieziono rodzinę Dziobaków na Ukrainę. Jechali dłuższy czas w wagonach bydlęcych, ale już bez straży. Trafili do kołchozu w Krasnoarmiejsku, Okręg Dniepropietrowski. Tu zmarła siostra Jadwiga, która nie tak dawno się urodziła. Z głodu i tego wszystkiego co straszne, nie dane jej było długo żyć.

Mama pana Franciszka wstąpiła do Związku Patriotów Polskich. I tak żyli z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. Mama pracowała w kołchozie, a głód był wyjątkowy. Ciężko się ludziom tam żyło, wiele osób tam zmarło z głodu i zaniedbania, bo były tam fatalne warunki egzystowania.

Aż nadszedł kwiecień 1946 roku. Dziewiątego dnia kwietnia wsadzono ich ponownie do wagonów bydlęcych i pociąg – jak się okazało, ruszył w kierunku Polski, ku radości wszystkich. Trafili do dolnośląskiego Jawora. Dziobakom przydzielono poniemiecki domek na wsi. Nie kazano im nic robić, bowiem do tego zatrudnieni byli Niemcy, którzy na tych ziemiach pozostali po wojnie.

Przez Polski Czerwony Krzyż rodzina zaczęła poszukiwania pana Józefa - ojca pana Franciszka. Jak się niebawem okazało, ojciec przeżył szczęśliwie tę straszną wojnę i był wójtem w podgolczewskich Kozielicach. I kiedy dowiedział się, że jego rodzina żyje i gdzie jest, czym prędzej ją do siebie sprowadził. Było to w maju 1946 roku.

Pan Franciszek poszedł do drugiej klasy szkoły podstawowej w Kozielicach, którą ostatecznie tam ukończył. Potem uzyskał tytuł rzeźnika – wędliniarza w Kamieniu Pomorskim. Żył dłuży czas z rodzicami, pomagał im w gospodarstwie.

W latach 1953 – 55 odbywał służbę wojskową w Pile. Potem wrócił w rodzinne strony. Podjął pierwszą pracę. Pracował w masarniach m.in. w Kamieniu Pomorskim, Gryficach, Golczewie i w Międzyzdrojach. W latach osiemdziesiątych przeszedł na zasłużoną emeryturę.

W 1957 roku ożenił się z panią Zofią, a było to w Kozielicach. W 1972 roku przeprowadził się z żoną i dziećmi do Stawna, gdzie żyją po dziś dzień.

Mają dwoje dzieci: Leszka i Aleksandrę.

Pan Franciszek, szczególnie w ostatnich latach, podupadł na zdrowiu. Dokucza mu wiele choróbsk, ma też problemy z sercem. „Ciężko mi jest, ale żyć jakoś trzeba, a to dzięki mojej żonie i moim dzieciom, którzy mnie bardzo wspierają. Wiele im zawdzięczam.” – podkreśla, podsumowując nasz wywiad pan Franciszek.

autor treści: Mirosław Iwaszczyszyn

Osoba odpowiedzialna za treść:  Aleksandra Sławińska
Osoba publikująca:  Urząd Miejski
Data publikacji:  07.03.2014 10:24:36
Data modyfikacji:  29.02.2016 13:56:26
Ilość wyświetleń:  1347
DataOsoba dokonująca zmianOpis zmiany
29.02.2016 13:56:26Balbina Kaczanowskaedycja strony
07.03.2014 10:25:13Monika Kosińskaedycja strony
07.03.2014 10:24:36Monika Kosińskadodano stronę